„Aporie wołyńskie” – Karol Kilijanek

Jest lipiec, a więc polskie życie publiczne znowu drży w posadach, czekając na kolejną ważną, historyczną rocznicę. W przypadku naszego narodu jest zwykle tak, że jeśli rocznica jest historyczna, to jest też krwawa, a jeśli na dodatek jest ważna, to wiadomo, że się o jej różne aspekty solidnie i solidarnie pokłócimy.

Wspominana 11 lipca „Krwawa Niedziela”, czyli dzień-symbol zbrodni dokonanej przez Ukraińców na Polakach żyjących na Wołyniu, to w Polsce dzień zarówno zwykły, jak i wyjątkowy. Bez wątpienia jest to bolesna pamiątka po wydarzeniu bez precedensu w długiej historii naszego narodu i to nadaje jej rangę unikalnej. Jednak wspomnienie zbrodni wołyńskiej jest też dniem zupełnie zwyczajnym, bo jak zwykle nie potrafimy dojść wokół niego do porozumienia, za to do wzajemnego poniżania i nienawiści już tak. Czy tak trudno odróżnić ofiary, którym należy się pamięć, od katów, którym należy się piętno?

Zarzewiem konfliktu jest podejście do interpretacji i oceny wydarzeń, które miały miejsce w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku, na Wołyniu i w województwach sąsiadujących. Oto, co tam się stało. Zbrojne bandy ukraińskie, pozostające pod wpływem ideologii ukraińskiego nacjonalizmu, napadały, grabiły i mordowały wszystkie osoby polskiego pochodzenia, a także tych Ukraińców, którzy nie chcieli w owych mordach brać udziału. Również małżeństwa mieszane nie mogły liczyć na taryfę ulgową – osoba pochodzenia ukraińskiego musiała zamordować swojego wybranka lub wybrankę pochodzenia polskiego oraz ich wspólne dzieci. Ukraina miała stać się etnicznym monolitem czystej krwi. Żadnych Lachów, żadnych Żydów, żadnego elementu obcego.

Wzajemne mordowanie się nie jest dla ludzi czymś wyjątkowym i odkąd Kain zabił swojego brata, właściwie nie ustaje. Zbrodnię wołyńską wyróżnia jednak coś, co nie dzieje się zbyt często. Jest to niezwykłe okrucieństwo. Okrucieństwo, o którym tu mowa, jest czymś tak trudnym do wyjaśnienia i zrozumienia, że mogłoby się wydawać zmyślone lub przesadzone. Łatwo byłoby przyjąć ten punkt widzenia, gdyby nie setki świadectw ludzi, którzy przeżyli i opowiedzieli, co działo się w tych dniach.

Człowiek ma ograniczone możliwości percepcji zjawisk, które nie mieszczą się w kategoriach wypracowanych przez kulturę. Nie da się zrozumieć jak możliwe jest, że z dnia na dzień lud, który nigdy nie miał własnego państwa, nagle chwyta za siekiery, widły i noże, aby zamordować własnych sąsiadów, znajomych, czasem rodzinę, bo to Lachy, którzy uniemożliwiają istnienie samostijnej Ukrajiny? Podobnie jak nie byli w stanie ocenić wartości odbieranego życia, tak też nie rozumieli, co to znaczy mieć własne państwo i na czym – poza dzikim mordem – można je zbudować. Zrozumienie zastępowała im ideologia. Oto słynny „Dekalog” Dmytro Doncowa – ideologa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów:

    „Ja – Duch wiecznego żywiołu, który uratował Ciebie z tatarskiego potopu i postawił na rubieży dwóch światów, abyś tworzył nowe życie (nakazuję):

  1. Zdobędziesz Państwo Ukraińskie lub zginiesz w walce o nie.
  2. Nie pozwolisz nikomu znieważać chwały i honoru twojego Narodu.
  3. Pamiętaj o Wielkich Dniach naszych zmagań wyzwoleńczych.
  4. Bądź dumny z tego, że jesteś dziedzicem walki o chwałę Trójzęba Wołodymyra.
  5. Pomścisz śmierć Wielkich Rycerzy.
  6. Mów o sprawie z tym, z kim jest to konieczne, a nie z tym, z kim można o niej mówić.
  7. Nie zawahasz się popełnić największej zbrodni, jeśli dobro sprawy tego wymaga.
  8. Wobec wroga Narodu twojego kierujesz się tylko podstępem i nienawiścią.
  9. Nie zdradzisz tajemnicy na żadne prośby, groźby, ani na torturach, ani w obliczu śmierci.
  10. Dążyć będziesz do rozszerzenia siły, chwały, bogactw, obszaru Państwa Ukraińskiego, nawet przez zniewolenie cudzoziemców”.[1]

Zło wymyka się ludzkiemu poznaniu i nie daje się zrozumieć. Zawsze jest to misterium iniquitatis. Obok zwykłego, niejako codziennego zła, podyktowanego egoizmem, jest też takie zło, które ogłusza, obezwładnia, czyni niemym. „Zwykłe zło” można nawet jakoś usprawiedliwić, zrozumieć jego motywy. Ukradł, bo pożądał samochodu. Zabił, bo chciał jego pieniądze. Podobnie moglibyśmy próbować zrozumieć motywy Ukraińców zabijających Polaków: zabijali, bo ktoś im powiedział, że powinni zbudować swoje państwo. Ale czy można zrozumieć masowo popełniane, bestialskie okrucieństwa? Czy można pojąć stan człowieczeństwa tych, którzy rozpruwali brzuch ciężarnej kobiety dla wolnej Ukrainy? Czy można pojąć racje popychające dorosłych mężczyzn do przebijania dzieci widłami, aby ich dzieci miały kraj oczyszczony z Lachów? Człowiek nie jest tego w stanie ogarnąć i wejście na drogę tych rozważań musi okupić świadomością, że odtąd rozum nie będzie mu już tak cennym towarzyszem podróży. W związku z tym jest to droga nieludzka, jak i nieludzka była rzeź, za to w sam raz szatańska.

Nie tylko tego nie da się zrozumieć. Równie trudno pogodzić się ze świadomością odmawiania ofiarom, tych z pewnością inspirowanych przez szatana wydarzeń, godnego pochówku i pamięci. A jednak z tą właśnie niesprawiedliwością jesteśmy w jak najjaskrawszy sposób konfrontowani. Oto państwo polskie – o ile można jeszcze o czymś takim mówić – boi się upomnieć o własnych obywateli wymordowanych za to tylko, że byli Polakami. Wszystko to w imię dobrych stosunków z Ukrainą, która do dziś nie tylko nie rozliczyła się ze zbrodni wołyńskiej, ale na domiar złego sławi morderców Polaków, stawiając im pomniki, nazywając ich imionami ulice oraz paradując z flagami złowrogiej UPA. Tak wiele tu powiedziano o rzeczach nie do pojęcia, że nikt się nie zdziwi, jeśli dołożę jeszcze tę jedną, nieprawdaż? W czasie wojennej zawieruchy i tragedii milionów Ukraińców, w momencie niszczenia ich kraju przez armię rosyjską, Polacy przyjęli miliony uciekających, rozbroili swoją armię, aby dozbroić armię ukraińską, narazili się mocarstwu atomowemu i podkopali własną gospodarkę beznadziejnymi sankcjami ekonomicznymi wymierzonymi w Rosję. To wszystko stało się pomimo skandali dyplomatycznych i sporów natury ekonomicznej uderzających Polskę ze strony “naszych ukraińskich braci”. Czy wobec postawy Polaków, Ukraińcy odpowiedzieli adekwatnie? Bynajmniej. Czy stosunki polsko-ukraińskie stałyby się jeszcze gorsze, gdyby Polska z całą mocą zażądała dostępu do ciał zamordowanych na Wołyniu Polaków? Nie sądzę.

Kilka ostatnich dni pokazuje jak pamięć ofiar ukraińskich ludobójców składa się na ołtarzu stosunków z państwem ukraińskim. Oto, prezydent Duda upomina w jakże arogancki i niegodny sposób księdza Isakowicza-Zaleskiego, starającego się o upamiętnienie pomordowanych. Prezydent Ukrainy, Zełenski, nie przeprasza za rzeź wołyńską, nie umożliwia ekshumacji i pochówku ofiar. W szeregu miejsc publicznych blokuje się oddolne, obywatelskie próby upamiętnienia zbrodni. Media społecznościowe wrzą od inwektyw i sporów obydwu stron polsko-polskiego konfliktu z dowodami ukraińskiej przyjaźni w tle. Oto nasza teraźniejszość, dla której prawda nie jest ważniejsza od urojeń politycznych lub obcych zleceń. Oto stan polskiego narodu, dla którego „sprawą wiedliwą” nie jest już dać pomordowanym to, co im się należy – pamięć, ale na zawsze przykryć ich tragedię zasłoną milczenia, aby żyło się lepiej… Ukraińcom. Oto stan państwa polskiego, które kapituluje jeszcze przed walką; które pamięta śmierć 96 osób, ale zamyka oczy na mękę setek tysięcy.

Teraźniejszość to tylko punkt przejścia z przeszłości w przyszłość. Bez pamięci o tym, co było, nie da się określić celu, nadającego sens temu, co ma nadejść – teraźniejszość jest na to za krótka. Pomijając wątpliwą wartość Józefa Piłsudskiego jako autorytetu, chciałbym na koniec przytoczyć jego jakże trafne słowa: „Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości”. Idąc przez życie, stawiając krok w przyszłość, drugą nogą wciąż opieramy się na przeszłości. Uważajmy, aby nie zabrakło tego oparcia, bo utrata punktu podporu będzie oznaczała nasz upadek.

[1] https://dzieje.pl/artykuly-historyczne/zbrodniczy-dekalog-oun-upa Pozyskano 10.07.2023.

Autor: Karol Kilijanek

Dodaj komentarz