„Globalna zmiana. Co musimy obronić i jak działać?”

Maleńka książka o takim tytule została wydana w 2022 roku przez Fundację Osuchowa. Autorem jest, nieznany jeszcze szerokiej publiczności, profesor z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Ryszard Zajączkowski. Sprawdźmy, czy warto sięgać po pozycję napisaną przez literaturoznawcę, który stając się politykiem, rozprawia o sprawach społecznych szczególnie w kontekście fałszywej pandemii.

Autor książki prof. dr hab. Ryszard Zajączkowski

Dziełko rozpoczyna krótki rozdział zatytułowany: „Dlaczego powstała ta książka?” To prawda, tytuł nie mówi zbyt wiele. Pomimo suflera w postaci podtytułu nie wiadomo, czy książka ma mówić o zarządzaniu zmianą biznesową, czy jakąś inną, ale wiemy już, że zmiana ma mieć duży zasięg – zasięg globalny. Podtytuł pomaga nieco, wskazując na możliwe zagrożenie ze strony tej globalnej zmiany i obiecując, że książka powie nam, czego przed tą zmianą mamy bronić i jak. Czy w istocie mówi?

Nie wiadomo. Z deklaracji P.T. Autora, wiemy jednak, że chce, aby czytelnik poznał prawdę. Profesor posuwa się nawet do stwierdzenia nieco przypominającego paradoks Epimenidesa, mówiąc: „nie słuchajcie profesorów, ale szukajcie prawdy”. Tyleż w tym zdaniu patosu, ile szczerości. Jeśli więc te słowa odpowiadają prawdziwej intencji profesora Zajączkowskiego, to trudno będzie pojąć książeczkę inaczej, niż jako podręcznik szukania prawdy poza miejscami, gdzie człowiek zwykle by jej szukał. Można tu odnaleźć bardzo ważny, a ostatnio zaniedbany element, mianowicie podkreślenie wartości poznania zdroworozsądkowego.

Wspomniana prawda dotyczy wydarzeń, z którymi mieliśmy do czynienia w czasie tzw. pandemii koronawirusa. Globalna zmiana to przemiany polityczne, społeczne i ekonomiczne, a jednym słowem kulturowe, które w jej wyniku miały przyspieszyć, stać się możliwe lub się ugruntować – zależy, o których z nich mowa. Apelem z pierwszej strony swojej książki profesor Zajączkowski uderza w sedno: nie słuchajcie ekspertów, bo ci pokazali, co potrafią. Szukajcie prawdy, a nie złudzeń. Sam autor nie stawia siebie w roli znawcy, proroka i speca, który zanudzonym głosem po raz kolejny tłumaczy niczego nieświadomym laikom kwestie dla niego jasne zanim jeszcze zaistniały. Profesor zaprasza do wspólnych przemyśleń. Pozwala mu na to bardzo lekka, publicystyczna forma książki. Czytelnik nie znajdzie tam stwierdzeń naukowych i długich, zawiłych zdań, które bardziej chcą wyglądać na uczone niż zachować sens, o przekazaniu prawdy nawet nie wspominając.

Profesor zostawia miejsce na zastanowienie się, zamiast próbować przygwoździć czytelnika faktami, z którymi nie da się dyskutować. Mógłby to zrobić, ale sądzę, że nie takie jest założenie, nie taka jest intencja. Danych z tabeli można się nauczyć na pamięć, ale dopiero wciągnięcie człowieka do rozważenia kwestii, zamiast wyuczenia się opracowanego przez kogoś rozwiązania, uczyni zadość złowrogiemu dla ekspertów zdaniu z pierwszej strony książki: „nie słuchajcie profesorów, ale szukajcie prawdy”. Czasem, jak w rozdziale III, miejsca na rozważanie i własne poszukiwania jest tak wiele, że czytelnik może poczuć się zaniedbany. Fragment rozdziału dotyczący tzw. framingu (ramowania) jest ciekawy i istotny w kontekście propagandy pandemicznej, ale nie pozwala odpowiedzieć na pytanie, na czym ta rama została zawieszona. Jak i kiedy stworzono podłoże, na którym to dopiero można zacząć skutecznie ramować? To już profesor pozostawił innym autorom.

Quid est veritas? Nie chcąc wystawiać nas na próbę, która przerosła chyba najtragiczniejszego syna Pontu, profesor Zajączkowski odpowiada na to ważne pytanie w rozdziale mówiącym, co musimy obronić. Utrzymanie zgodności sądu z rzeczą, o której się ten sąd wydaje to w naszych czasach umiejętność nader rzadka. Poza prawdą, w tarapatach jest też godność osoby, prawo naturalne, państwo narodowe i klasa średnia. Punkt ostatni brzmi mało romantycznie i nie pasuje zupełnie do filozoficznego sosu, w którym zwykły się pławić pojęcia wymienione wcześniej, ale jest on za to niezwykle na czasie. Mówienie dobrze, ba, peany na cześć tzw. klasy średniej to stały repertuar liberałów, ale skąd to u konserwatywnego profesora Zajączkowskiego? Mówię to półżartem – w istocie klasa średnia, co trafnie oddaje przytoczony w książce cytat z kard. Richelieu, jest elementem niezbędnym i twórczym, ale dzisiaj równie zdegenerowanym, co inne, a o tym niestety nie wspomina się. W popularnym przekazie klasa średnia zajmuje miejsce, które jest jej zadane, ale do którego z całą pewnością nie dorasta. Profesor wydaje się ulegać tej manierze.

„Prawdziwa pandemia naszych czasów, to (…) wyrzeczenie się rozumu” – pisze profesor Zajączkowski i ma zupełną słuszność. Cała jego książka aż krzyczy o ruszenie głową i pokazuje, że to nie jest trudne. Sądzę, że ból głowy wywołany propagandowym atakiem, którego ofiarami jesteśmy przez ostatnie trzy lata, może być w znacznym stopniu złagodzony kuracją zaproponowaną przez profesora Zajączkowskiego. Nie wahajmy się jej przyjąć – warta jest swojej ceny.

Autor wpisu: Karol Kilijanek

Dodaj komentarz