Karol Kilijanek: Religia w szkole

Obraz autorstwa pressfoto na Freepik

Po wyborach lewica rusza do ataku. Na agendzie ma to, co zwykle, czyli walkę o dusze. Pogrobowcy Marksa o wiele mniej zajmują się bazą niż nadbudową, dbając przede wszystkim o to, żeby zawartość świadomości zgadzała się ze wzorem przepisanym przez starszych i mądrzejszych. W sumie nihil novi sub sole!

Barbara Nowacka, posłanka Lewicy, została nowym ministrem edukacji. Pewnie ona sama upierałaby się przy sfeminizowanej formie „ministra”, ale w tym tekście spróbujemy nie czynić zadość wyznacznikom ideologicznej poprawności. Nowo upieczona pani minister przystąpiła do dzieła naprawiania państwowej edukacji. Skądinąd wiemy, że jest to system, który w obecnym stanie nie nadaje się już do naprawy, bo jest do samych korzeni zdeprawowany, ale za to nadaje się wciąż do jeszcze bardziej zaawansowanego psucia młodzieży. I tę drogę obrała nowa pani minister, proponując okrojenie ilości lekcji religii w szkołach do 1 w tygodniu, przesuniętej w dodatku na pierwszą lub ostatnią godzinę lekcyjną. Cóż to oznacza i jaki to będzie miało skutek?

Nie od dziś wiadomo, że polskie społeczeństwo, jest jednym z najszybciej laicyzujących (lub barbaryzujących się) społeczeństw na świecie. Nie wierzę, żeby lekcje religii, szczególnie te dzisiejsze, podlane modernistycznym sosem relatywizmu i może aż heterodoksji, mogły ten trend zatrzymać, ale nie o to chodzi. Lekcje religii są symbolem dawnego zespolenia państwa i Kościoła w pracy nad jak najpełniejszym rozwojem osobowym człowieka, wspólnym budowaniem kultury na gruncie cywilizacji łacińskiej, której twórcą był Kościół katolicki. Choć niedoskonałe, te godziny spędzone z kapłanem lub katechetą dają uczniom możliwość obcowania z czymś, co stoi w kontrze do całego świata, który spotykają na zewnątrz. Doświadczają pewnej alternatywy, co może nieco otrzeźwić, pozwolić na spojrzenie na świat z perspektywy innej niż ta, ustawiana przez dzisiejszą antykulturę. W dobie przesadnego wynoszenia nauk przyrodniczych i zupełnego upadku humanistyki i filozofii obecność religii obok innych lekcji pokazuje przynajmniej jej równoważność, choć zdajemy sobie sprawę z tego, że lekcje religii w rzeczywistości są tymi najważniejszymi.

Szczególnie w czasie upadku kultury, jakiego doświadczamy obecnie, religia w ogóle oraz religia w szkołach jest nie do przecenienia. W Arystotelesowskiej teorii aspektu religia jest jednym z 4 przejawów ludzkiego rozumnego życia: theoria, praxis, techne i religio. To religią chrześcijańską żyje kultura klasyczna, jak pisze prof. Henryk Kiereś1. Obraz człowieka, treść oraz cel jego życia są nierozerwalnie złączone z rozumieniem Boga. Czy podnoszący rękę na te filary kultury mają świadomość, że burząc fundamenty, doprowadzą do zawalenia się całego gmachu cywilizacyjnego, który i tak już drży w posadach? Czy pani minister Nowacka podjęła temat wypełnienia luki po religii? Czy weźmie na swoje barki odpowiedzialność za podkopywanie porządku społecznego, nie dając niczego, co mogłoby naród utrzymywać w karbach? Może postulowałaby jakieś zasady tzw. świeckie? Ekologizm? Dobroludzizm? Oczywiście, i one nie mogłyby istnieć bez uznania podstaw danych prawu i stosunkom międzyludzkim przez kulturę chrześcijańską, ale o tym od pani minister raczej nie usłyszymy. Wszakże po usunięciu Boga, tracimy podstawę dla prawa, godności ludzkiej czy samej nauki! Życie staje się bez sensu. Można tylko konsumować. A przecież człowiek jest tym, czym go rozum czyni – „homo est proprie id quod est per rationem”.

Te wszystkie pytania są właściwie zbędne. Pani minister jest rzecznikiem rewolucji społecznej, a rewolucja, jak poucza ks. prof. Tadeusz Guz, nie robi nic poza negowaniem bytu. Nie może niczego zbudować, a na koniec pożera nawet własne dzieci2. Pani Nowacka nie ma żadnych propozycji poza tymi, które mają coś niszczyć, demontować, zubażać. Uczniowie zglajchszaltowani w państwowym systemie edukacji będą umieć jeszcze mniej, a rozumieć nie będą już wcale. Głupcami łatwiej rządzić, nieprawdaż? Rządy socjalistów lewicowych odejdą tak samo, jak tydzień temu odeszły rządy socjalistów prawicowych. Zostaną za to zniszczone pokolenia, a tworzenie czy raczej odtwarzanie kultury nie będzie spokojną budową na mocnym fundamencie tradycji, ale orką na ugorze, zostawionym po rewolucjonistach-niszczycielach.

1 H. Kiereś, Personalizm czy socjalizm? U podstaw życia społecznego, PWE, Radom 2001, s. 47.

2 XXII Sympozjum Tarnogórskie https://www.youtube.com/watch?v=E7ZuBv431CA&t=2458s Dostęp 17.12.2023.

Autor: Karol Kilijanek

Foto: Obraz autorstwa pressfoto na Freepik

Dodaj komentarz