Lewica, prawica i religia w szkole, czyli teatrzyk dla gojów.

Nowa ekipa rządząca straszy wyprowadzeniem religii ze szkół. Chciałaby, „by decyzje w szkołach mogli podejmować rodzice i samorządy, bo może być sytuacja, że ktoś powie, że im zależy na większej liczbie godzin”. Nowa minister MEN powiedziała, że „z budżetu państwa, przy takich obciążeniach, w tym przede wszystkim obciążeniach młodych osób, trzeba wyrównać ilość lekcji religii w porównaniu z lekcjami chemii, biologii, fizyki, które wydają mi się znacznie bardziej potrzebne do współczesnego świata w szkole, by dawać wiedzę. Zajęcia formatywne bardzo często mogą być zajęciami fakultatywnymi”. Zaznaczyła, że będzie prosiła o przesunięcie lekcji religii na pierwszą lub ostatnią lekcję. „Gdy jest to jedna godzina jest to znacznie prostsze” – oceniła.

„Uważam też, że patrząc na to, jak obciążona jest dzisiaj młodzież, jak wiele przed nimi zadań, jak wiele trudów, jak wiele często pracy, godzinna lekcji religii, finansowana z budżetu państwa – to jest moje zdanie osobiste – jest w zupełności wystarczająca na ten czas” – oceniła. „To jest model, który będę proponowała” – dodała. Zapewniła, że „nie wyobraża sobie bez kontaktu z Episkopatem dokonywania zmian”.

Tymczasem zarówno zajęcia z religii, jak też etyki nie są obowiązkowe. Przedmioty te są przedmiotami dodatkowymi (fakultatywnymi), do wyboru z wachlarza oferty edukacyjnej, dającej możliwość rozwoju indywidualnych zainteresowań uczniów. Nauka religii podobnie jak etyki, jako przedmiotu formacyjnego o określonym charakterze światopoglądowym i aksjologicznym, jest jedynie możliwością realizacji konstytucyjnego prawa dla tych, którzy złożą oświadczenie woli uczestniczenia w takim nauczaniu. Naukę religii organizuje się na życzenie rodziców bądź samych uczniów po osiągnięciu pełnoletności.

Radykalne zmiany formy nauczania religii w szkołach publicznych wcale nie będą takie proste. Po pierwsze Konstytucja RP z 1997 r. w art. 53 stanowi, że „religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób”.

Z kolei Konkordat pomiędzy Polską a Stolicą Apostolską stwierdza, że „państwo gwarantuje, że szkoły publiczne podstawowe i ponadpodstawowe oraz przedszkola, prowadzone przez organy administracji państwowej i samorządowej organizują zgodnie z wolą zainteresowanych naukę religii w ramach planu zajęć szkolnych i przedszkolnych”.

Istnienie tych zapisów utrudnia, a w zasadzie uniemożliwia wycofanie religii ze szkół. Wymagałoby to zarówno zmiany zapisów Konstytucji jak i renegocjacji bądź wypowiedzenia Konkordatu. Do zmiany Konstytucji rządząca koalicja nie będzie miała wymaganej większości 2/3 posłów. Z kolei zmiana zapisów Konkordatu wymaga zgody drugiej strony, czyli Stolicy Apostolskiej. A na wypowiedzenie Konkordatu rządząca koalicja raczej się nie zdecyduje.

Odnośnie do kwestii finansowania nauczania religii – nie mówią o tym wprost ani Konstytucja ani Konkordat. Jednak zapis konkordatowy mówiący o tym, że organizacja nauki religii spoczywa na szkole wskazuje, że to szkoła lub przedszkola zobowiązane są do pokrycia kosztów tych zajęć.

Reasumując, możliwe są tylko niewielkie korekty w zakresie organizacji nauczania religii w szkole. Naukę religii w ramach planu zajęć szkolnych i przedszkolnych reguluje Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 14 kwietnia 1992 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w szkołach publicznych. Zmieniając rozporządzenie MEN z 1992 roku, można np. zmniejszyć liczbę godzin religii z dwóch do jednej tygodniowo. Można także wprowadzić zasadę, że te lekcje będą na początku lub na końcu dnia szkolnego.

Należy przypuszczać, że temat religii w szkole jest odwracaniem uwagi Polaków od problemów gospodarczych i słabości międzynarodowej Polski. Nowy rząd, podobnie jak poprzednia ekipa, chętnie korzysta z tej sprawdzonej metody. Znakomicie nadaje się do tego sfera ideologiczna, zwłaszcza w zakresie edukacji, kwestii ochrony życia poczętego, promocji LGBT.

Warto jeszcze pamiętać, że szkoła ma obowiązek stworzenia warunków do nauczania religii we współpracy ze – wskazanym przez rodziców (lub pełnoletniego ucznia) – związkiem wyznaniowym (kościołem) i obowiązek ten odnosi się nie tylko do zapewnienia warunków nauczania religii dominującej (rzymskokatolickiej), ale każdego związku wyznaniowego (kościoła) o uregulowanej sytuacji prawnej (Art. 53 ust. 4) i działającego zgodnie z Art. 25 Konstytucji.

Nauczanie religii w polskich szkołach prowadzą Kościoły i związki wyznaniowe zarejestrowane w Polsce innej niż rzymskokatolicka, tj. religii Kościoła Prawosławnego, Kościoła Grekokatolickiego czy Zielonoświątkowego. Stwarza to warunki dla realizacji prawa jednostki do wyznawania i demonstrowania swojej religii lub innego światopoglądu oraz prawa rodziców do religijnego wychowania dzieci, zgodnie z Art. 53 ust. 4 oraz Art. 48 ust. 1 Konstytucji RP. Pojawia się pytanie, ile w szkole nauki religii, a ile religioznawstwa, ile katechezy, a ile ewangelizacji? Oraz na ile społeczność szkolna jest wspólnotą wiary i czy w ogóle takową jest.

Religia w szkole ma silne umocowanie prawne: ustawą (rok 1991), rozporządzeniem (1992), konkordatem (1993), konstytucją (1997). Jest rozumiana jako wypełnienie obowiązku państwa wobec obywateli. Wszystko wskazuje, że religia w szkole publicznej pozostanie trwałym elementem polskiego systemu edukacji. Konieczna wydaje się nie tyle dyskusja, czy powinna być ona nauczana czy nie, ale jak te zajęcia powinny być prowadzone i jak powinny zostać zmodyfikowane programy nauczania, aby większość uczniów chciała w nich uczestniczyć i wynosiła z tego określoną korzyść.

Przede wszystkim należałoby odróżnić lekcję religii od katechezy. W Polsce pomieszaliśmy lekcje religii z katechezą. Jeśli w polskiej szkole mamy lekcje religii, to jest to przekaz wiedzy religijnej, historii religii, nauki o religiach. Natomiast podmiotem katechetycznej posługi jest Kościół. „Katecheza” bardziej kojarzy się z Kościołem i wiarą niż z lekcją religii.

Toczy się spór o to, czy religia powinna być nauczana w szkole, czy nie, a nikt nie mówi o tym, czego należy nauczać na tej „religii”. Tymczasem dzieci w szkole podstawowej mają słabą wiedzę w zakresie podstaw wiary, niekiedy nawet nie znają pacierza. Ich rodzice już nie pragną zbawienia tylko dobrobytu, a wzorem dla nich nie są święci Pańscy lecz celebryci. Zaś modernistyczny ekumeniczny Kościół ewangelizuje ponad podziałami religią dobroludzizmu i ekologizmu zarzuciwszy Tradycję, katechizację i apologetykę. Hierarchia Kościoła traci autorytet i przestała być dla społeczeństwa latarnią i busolą moralną. Powodów jest wiele, a przysłowiową wisienką na torcie stał się haniebny serwilizm wobec władzy świeckiej podczas covidozy. Potulna zgoda na zamknięcie kościołów i odcięcie dostępu do sakramentów spowodowała, że wyznawcy Jezusa Chrystusa musieli po raz kolejny zstąpić do katakumb, aby uratować wiarę przed niszczycielskimi zapędami hierarchii, aby świątynię wiary ratować przed Antychrystem.

Tymczasem nowy rząd stwarza pozory wojny światopoglądowej za sprawą nauczania religii w szkole. Zmiana rządu w Polsce nie oznacza zasadniczej zmiany polityki wewnętrznej czy zagranicznej. Nie ma niczego przełomowego w powrocie do władzy partii, które uczestniczyły już w wielu rządach w ciągu ostatnich 30 lat, ani razu nie odstępując od narzuconego Polsce przez mocarstwa zachodnie neoliberalnego kursu. Sam Donald Tusk, podobnie jak Jarosław Kaczyński, pozostaje czynny politycznie już od lat 80-tych i obaj politycy często ze sobą współpracowali. W latach 90-tych nawet w ramach jednej partii, a na początku XXI wieku tworzyli wspólną koalicję wyborczą. Równoprawnym partnerem życia politycznego stał się ponad 30 lat temu polski episkopat, którego przedstawiciele uczestniczyli w obradach tzw. Okrągłego Stołu.

28 lipca 1993 r. został podpisany w Warszawie Konkordat między Stolicą Apostolską i Rzecząpospolitą Polską. Rzeczpospolita Polska uwzględniła swe zasady konstytucyjne i ustawy, a Stolica Apostolska – dokumenty Soboru Watykańskiego II dotyczące wolności religijnej i stosunków pomiędzy Kościołem a wspólnotą polityczną oraz przepisy prawa kanonicznego. Art. 12 ust. 2 Konkordatu brzmi: „Program nauczania religii katolickiej oraz podręczniki opracowuje władza kościelna i podaje je do wiadomości kompetentnej władzy państwowej.” Zaś ust. 4 tegoż artykułu stanowi, iż „W sprawach treści nauczania i wychowania religijnego nauczyciele religii podlegają przepisom i zarządzeniom kościelnym, a w innych sprawach przepisom państwowym”. Oczywistym jest więc, że szkolny przekaz na lekcjach religii będzie ukierunkowany na „nową ewangelizację” i „odnowę Kościoła” idącego z „duchem czasu”. Niezależnie czy w ramach tego modelu konfesyjnego będzie to ujęcie „katechetyczno-ewangelizacyjne”, „informacyjno-wychowawcze” czy „religioznawcze”. Wielce wątpliwa jest zatem wartość takiego przekazu dla pobudzania prawdziwej katolickiej wiary oraz utwierdzania dzieci i młodzieży w przekonaniu o jej wyłączności w zbawczej misji.

W kontekście tych realiów – czy nie należałoby katechizacji i nauczania katolickiej wiary młodych Polaków szukać we współczesnych katakumbach?

Jako aneks do powyższych rozważań polecam wymowny w swej treści artykuł pani Agnieszki Piwar z wątkiem polskojęzycznych biskupów okupujących Kościół katolicki w Polsce.

https://piwar.info/braun-gasi-chanukowa-swiece-a-w-polin-wybucha-pozar/

Źródła:

https://sip.lex.pl/akty-prawne/dzu-dziennik-ustaw/stolica-apostolska-polska-konkordat-warszawa-1993-07-28-16799584

https://sip.lex.pl/akty-prawne/dzu-dziennik-ustaw/warunki-i-sposob-organizowania-nauki-religii-w-publicznych-16794677

Autor: Małgorzata Chodkowska

Dodaj komentarz