Małgorzata Chodkowska: Ustawki na cztery fajerki czyli zarządzanie emocjami

Towarzyszowi Władysławowi Gomułce przypisuje się następującą wypowiedź: „W 1945 roku Polska stała na skraju przepaści. (…) Od tej pory zrobiliśmy ogromny krok naprzód!”. Wiele lat upłynęło od rządów cytowanego towarzysza i można odnieść wrażenie, iż historia zatoczyła koło. Stopień ogłupienia społeczeństwa jest tak wielki, że doprowadził Ojczyznę do punktu, poza którym jest już tylko przepaść. Polityczną scenę ustawiają w Polsce „starsi i mądrzejsi” przy pomocy kontrolowanego chaosu aby doprowadzić do obezwładnienia analogicznie jak w XVIII w. Zachód, który przejął po bolszewikach rolę okupanta naszego kraju, przyniósł „wolność i demokrację”. Wolność pojmowaną opacznie i demokrację będącą podłym oszustwem.

Obrady Okrągłego Stołu i wybory z czerwca 1989 stanowiły początek „transformacji ustrojowej”. Zmiany ustrojowe umożliwiły przeobrażenia w sferze gospodarczej i kulturowej. Jedną z pierwszych „reform”, jakie polecono niezwłocznie przeprowadzić rządzącej Polską agenturze, czyli tzw. „opozycji”, była „reforma szkolnictwa”.

Konsekwencją tej i następnych deform są kolejne pokolenia utytułowanych ignorantów z wielkimi aspiracjami. Absolwentom szkół i uczelni funkcjonujących w ostatnich dziesięcioleciach można wcisnąć wszelki kit, na czele ze sztandarową bzdurą o konieczności redukcji emisji dwutlenku węgla o 90 procent do 2040 roku dla ratowania Matki Ziemi. Nie wszyscy uczniowie muszą być pasjonatami nauk przyrodniczych, ale chyba na lekcjach biologii w szkole podstawowej dowiadują się, że zielone rośliny są samożywne, to znaczy, że same produkują sobie pokarm z dwutlenku węgla i z wody.

Przez ponad 30 lat zachodni globalistyczny okupant konstruował system swej władzy, w którym lukratywne stanowiska rządowe i administracyjne obsadzane są funkcjonariuszami posłusznie wdrażającymi dyrektywy płynące z centrali w Davos. Kolosalna administracja centralna, wojewódzka, powiatowa, gminna, sejmiki samorządowe i marszałkowie do niczego niepotrzebni, tworzą pasożytniczą, korupcyjną i paraliżującą warstwę w społeczeństwie. Implikuje to oczywiście samowolę, nepotyzm i bezkarność. I to nie są żadni pożyteczni idioci, czy ferajna bezrefleksyjnych dyletantów. Szumowiny, które w tych strukturach są zainstalowane, dobrze zdają sobie sprawę nie tylko ze swej pasożytniczej bezużyteczności społecznej, ale również ogromnej szkodliwości. To cyniczni karierowicze żądni władzy i pieniędzy.

Większość społeczeństwa funkcjonuje w równoległej wirtualnej rzeczywistości tworzonej przez media głównego ścieku. Zaś tzw. „media niezależne”, mimo pozornej niezależności, są niestety spenetrowane przez stosowne służby. Antysystemowe ruchy, organizacje i ugrupowania polityczne zazwyczaj są antysystemowe z nazwy. Funkcjonują jak najbardziej w systemie i mają swojego „stróża” prowadzącego, będącego często jednym z „antysystemowców”.

Po trzydziestu latach rabunku i kolonialnej eksploatacji, połączonych z propagandą medialną i ogłupiającym młode pokolenia „zreformowanym” systemem edukacji, obywatele III RP przestali w ogóle myśleć. Zmieniające się u steru władzy „opcje polityczne” umacniały w Polakach przekonanie o „możliwości wyboru”, pomimo tego, że wszystkie były na usługach globalistycznego okupanta. Takie są mechanizmy działania „wolności i demokracji” w imię jedynie słusznej optyki.

Polski wyborca od ponad 30 lat uczestniczy w wyborczym teatrze, wszak polityczną płaszczyznę działania zwie się sceną polityczną. Nie wie, na kogo konkretnie głosuje, bo to ustalają za niego partie, tworząc swoje listy. Nie wie, jaką politykę będzie prowadził rząd, bo to wypadkowa koalicyjnych porozumień. Nie wie nawet, jak rząd powstanie. Manifestuje swoje polityczne sympatie i może się tylko modlić, by jego wybrańcy nie okazali się złodziejami albo hochsztaplerami. Zazwyczaj okazują się.

Odchodzący nierząd Morawieckiego przyznał sobie nagrody po wyborach przed oddaniem władzy. Rekordzista zyskał blisko 100 tys. zł. To korupcja, kumoterstwo i nepotyzm. Potężne wypłaty dla niemerytorycznych, partyjnych nominatów, którzy wykorzystali ostatnie złodziejskie 5 minut u władzy na napełnienie kieszeni.

Panowie Kamiński i Wąsik, aktorzy w teatrze dla gawiedzi, biegają po ulicach i mediach, zamiast złożyć pozew do Trybunału w Hadze na okoliczność rzekomych tortur. Prezydent „wszystkich Polaków” ułaskawił ich po raz kolejny. A może po raz pierwszy? Zresztą, czy to ważne? Przez dwa tygodnie w mediach trwała darmowa kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi.

Rolnicy chyba już nie pamiętają, że ukraińskie zboże za PiSu też do Polski napływało. Wtedy nie protestowali. Podobnie jak wtedy, gdy Mateusz Morawiecki zgodził się na forsowane przez Niemcy i Donalda Tuska drastyczne zaostrzenie pakietu klimatycznego (Fit for 55). Teraz oczywiście na potrzeby kampanii wyborczej politycy przypomnieli sobie o rolnikach i obiecują im gruszki na wierzbie. Donald Tusk mówi, że dziś szczególnie chce zadbać o losy polskich rolników. Mateusz Morawiecki niemalże broni ich własną piersią. Przed Unią, rzecz jasna.

Tymczasem na szczycie UE wszyscy przywódcy państw Unii zgodzili się na pakiet wsparcia dla Ukrainy w wysokości 50 miliardów euro w ramach budżetu UE. Jedynie węgierski premier Orban blokował pomoc domagając się, żeby Ukraina rozliczyła się z poprzedniej pomocy jaką dostała. Ale przy tej skali korupcji na Ukrainie jest to zupełnie niemożliwe.

Mamy rekordowy deficyt budżetowy, a PiS, KO, Trzecia Droga i Lewica wspólnie przegłosowali przedłużenie do czerwca 2024 r. wszystkich programów socjalnych dla Ukraińców, który będzie kosztował Polaków 6,2 miliarda złotych. Nota bene Ukraina ma takową pomoc obiecaną do końca 2025 r. Zatem czekają nas kolejne etapy drenowania naszych budżetów.

Nie trzeba być matematycznym geniuszem, żeby w końcu zorientować się, gdzie idą nasze pieniądze i dlaczego jest taka inflacja.

Czy na pewno głosowaliście 15.10.2023 roku na wydawanie naszych pieniędzy na cudze potrzeby, a zwłaszcza na ukraińskich oligarchów w Monako?

Czekamy teraz na pobór do wojska dzieci i krewnych polityków, którzy kosztem ludzkiego nieszczęścia chcą realizować urojenia i sny o potędze psychopatów znad Potomaku.

Tak naprawdę nie ma znaczenia, kto wygra wybory, ponieważ każdy nowy rząd, podobnie jak poprzedni, będzie musiał zastosować się do wszystkich poleceń i dyrektyw Brukseli i Waszyngtonu. Ponad 90 proc. wszystkich aktów prawnych obowiązujących w Polsce, w tym wszystkie najistotniejsze, preparowanych jest przez sowieciarzy w Brukseli, podległych władzom IV Rzeszy Niemieckiej w budowie. Wszystkie zaś muszą mieć akceptację internacjonalistycznego kahału.

Nieważne jak głosujesz, pewne „elity” i tak pozostają u władzy.

Ponad dwieście lat temu w demokratyczny sposób straciliśmy swoją państwowość.

Hans-Hermann Hoppe, filozof, ekonomista, przedstawiciel austriackiej szkoły ekonomii zauważa: „Każdy, o ile tylko odwołuje się (…) do ideałów demokracji, może otwarcie pożądać własności innych. Każdy także może wręcz dać upust swemu pragnieniu cudzej własności, pod warunkiem, że uda mu się wejść w szeregi władzy.” Tylko w demokracji prawnie usankcjonowana kradzież może zostać uznana za powszechnie obowiązujące prawo. „Co gorsza, ze względu na powszechny charakter wyborów, do władzy dochodzić będą ci członkowie społeczeństwa, którzy są w znacznym stopniu – lub nawet całkowicie – pozbawieni hamulców moralnych przed zabieraniem cudzej własności. Po szczeblach władzy piąć się będą ludzie amoralni, sprawni demagodzy i blagierzy najbardziej wprawni w pozyskiwaniu większości garścią niemoralnych i sprzecznych obietnic.” (H. H. Hoppe, Demokracja – bóg który zawiódł. Ekonomia i polityka demokracji, monarchii i ładu naturalnego, Fijorr Publishing, Chicago-Warszawa 2006, s. 136-137)

Vivat demokracja, vivat Wielka Rewolucja Francuska – fundamenty nowego wspaniałego świata. Świata zjednoczonego ponad podziałami, bez narodowości i suwerenności, w którym jesteśmy okradani z prawdy, wolności i majętności.

Autor: Małgorzata Chodkowska

Foto: Władysław Gomułka na wiecu, 1956 Źródło: Wikimedia Commons

Dodaj komentarz