Marszałek województwa lubelskiego będzie jeździł elektryczną teslą.

Duch elektromobilności jest w nas bardzo mocny – stwierdził przed dwoma tygodniami Jarosław Stawiarski, marszałek województwa lubelskiego, prezentując pięć nowych hulajnóg elektrycznych. Pojazdy kosztujące niespełna 20 tysięcy złotych mają być wykorzystywane do celów służbowych w przemieszczaniu się urzędników pomiędzy budynkami urzędu, które znajdują się w różnych lokalizacjach Lublina. Koszt zakupu pięciu jednośladów marki Motus Scooty został w pełni pokryty z budżetu województwa lubelskiego.

A ponieważ według marszałka elektromobilność to przyszłość, to jeszcze w tym miesiącu do urzędu trafi elektryczna tesla warta blisko 300 tys. złotych.

Prawdopodobnie będzie to model Y, bo auto kosztować ma 283 690 złotych. Samochód, który dostarczy firma Tesla Poland z Ząbek, będzie fabrycznie nowy (rok produkcji 2023), nieużywany, koloru szarego, pięciomiejscowy. Zakup tesli, podobnie jak trzech innych samochodów elektrycznych marki KIA, pozyskanych przez Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego w 2020 roku, jest dofinansowany ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Lublinie. WFOŚiGW ma dołożyć połowę potrzebnych środków – 141 845 zł. Resztę dorzuci UMWL.

Pan marszałek idzie „z duchem czasu i ideą ekorozwoju” oraz „realizacją zapisów ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych” wspierając „dekarbonizację transportu i zrównoważoną mobilność” w ramach tzw. walki z ocieplaniem klimatu. Za nasze pieniądze, rzecz jasna.

O dłuższego czasu jesteśmy celowo indoktrynowani, że „zmiana klimatu”, w którym żyjemy, jest wynikiem nadmiernego śladu węglowego ludzkości. W tę narrację wpisuje się Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego.

Walka z ociepleniem to walka Al Gore’a i jego satelitów o zapewnienie sobie stałego przypływu miliardów dolarów z handlu prawami do emisji CO2 między państwami. To walka o totalne ogłupienie ludzkości, o uczynienie z niej rzeszy niewolników, których „dla dobra planety” będzie można w razie potrzeby dowolnie podporządkować.

Albert Arnold Gore junior, wiceprezydent Stanów Zjednoczonych w latach 1993–2001, jeden z najbliższych doradców prezydenta Billa Clintona, jest laureatem Pokojowej Nagrody Nobla w 2007 za działalność na rzecz przeciwdziałania globalnemu ociepleniu.

Według wojowników pokroju Al Gore’a globalne ocieplenie to wzrost średniej temperatury powierzchni Ziemi. W języku potocznym termin ten odnosi się też do innych skutków globalnej zmiany klimatu, spowodowanych antropogeniczną (powstałą lub zachodzącą w wyniku działalności gospodarczej człowieka) emisją gazów cieplarnianych.

Termin „globalne ocieplenie”, zarówno w pracach naukowych, jak i w języku powszechnym, odnosi się najczęściej do ocieplenia odnotowanego w ostatnich dekadach oraz prognoz dalszego wzrostu temperatury; zakłada on dalszy wpływ człowieka wskutek emisji gazów cieplarnianych.

Termin „zmiana klimatu” oznacza zauważalną zmianę klimatu (np. temperatura, opady, wiatr), utrzymującą się przez dłuższy okres (dekady) z jakichkolwiek przyczyn.

„Walka z ociepleniem klimatycznym”, o ile takowe ma miejsce, jest równie skuteczna, co walka z fazami księżyca albo plamami na Słońcu.

Nawet gdyby ludzkość osiągnęła „zerową emisję dwutlenku węgla netto”, klimat zmieniałby się tak samo, jak przez około 4 miliardy lat istnienia Ziemi. Ziemia, podobnie jak wszystkie planety we wszechświecie, jest bytem dynamicznym.

Stwierdzenie, że ludzie kształtują pogodę swoim stylem życia jest ordynarną manipulacją. Ludzie nie mogą zmienić klimatu poprzez zmniejszenie śladu węglowego, ponieważ ludzki ślad węglowy ma absolutnie minimalny wpływ na to, co nazywa się „globalnym ociepleniem” lub „zmianą klimatu”.

Na klimat nie mają wpływu ludzie, ale w ponad 97% Słońce. Zmiany pod wpływem Słońca to powolne procesy, trwające tysiące lat, niezauważalne w niezwykle krótkim okresie ludzkiego życia.

O temperaturze na Ziemi decyduje przede wszystkim woda zawarta w dolnych partiach troposfery i oceanach; gdyby nie było wody na naszej planecie, to zamiast średniej temperatury 14 stopni na naszej planecie mielibyśmy około -32 stopnie, nie wspominając już o gigantycznych wahaniach temperatury. Woda ma ponad 20 krotną zdolność pochłaniania ciepła z otoczenia w porównaniu z powietrzem atmosferycznym.

Globalne ocieplenie, to jedna wielka mistyfikacja, mająca na celu miedzy innymi miliardowe zyski „proekologicznych instytucji” i międzynarodowych koncernów.

Od roku 1999 obserwuje się stały spadek temperatury na naszym globie (dane z 1999-2008). IPCC (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu – naukowe i międzyrządowe ciało doradcze utworzone w 1988 na wniosek członków ONZ, przez dwie organizacje Narodów Zjednoczonych – Światową Organizację Meteorologiczną oraz Program Środowiskowy Organizacji Narodów Zjednoczonych) dyplomatycznie o tym milczy.

CO2 to życiodajny gaz, niezmiernie ważny element w procesie fotosyntezy, kluczowe ogniwo powstawania materii białkowej. Trudno sobie wyobrazić życie organiczne bez udziału węgla.

CO2 jako składnik powietrza atmosferycznego (makroelement) jest naturalnym nawozem niezbędnym światu roślinnemu.

Intensywność rozwoju biosfery poprzez wzrost flory uzależniona jest od ilości CO2 w powietrzu, podstawowego czynnika hamującego (lub przyśpieszającego) wzrost roślinności w procesie fotosyntezy. Do budowy każdej rośliny potrzebne jest ponad 55% pierwiastka C w przeliczeniu na suchą masę. W celu zwiększenia przyrostu objętościowego masy roślinnej wskazane jest zwiększenie ilości CO2 w powietrzu. Dla przykładu, w celu zintensyfikowania upraw szklarniowych dostarcza się do pomieszczeń dodatkowo większe ilości tego gazu. Zwiększając ilość CO2 zwiększamy dwu – trzykrotnie intensywność przyrostu masy uprawy roślinnej. Dlatego zmniejszając ilości dwutlenku węgla ograniczamy rozwój świata roślinnego.

Flora oczywiście sprzyja faunie i warunkuje jej życie na Ziemi. Bez przyrody ożywionej niemożliwe byłoby życie człowieka na Ziemi.

To jest wiedza z zakresu szkoły podstawowej. Czyżby polscy urzędnicy jej nie nabyli?

Proces spalania paliw stałych, płynnych i gazowych w wyniku działalności człowieka emituje dwutlenek węgla. Jego ilość w porównaniu z ilością pochodzącą ze świata ożywionego i nieożywionego jest minimalna i nie ma wpływu na mniemany przyrost w atmosferze. Obserwacje geologiczne i glacjologiczne wskazują bowiem, że od prawieków najpierw klimat się ogrzewał, a dopiero potem wzrastał poziom CO2 w atmosferze. Tak się dzieje, ponieważ CO2 gorzej rozpuszcza się w wodzie o wyższej temperaturze, cieplejszy ocean (jest w nim 50 razy więcej CO2 niż w atmosferze) powoduje zatem większe wydychanie tego gazu do atmosfery.

Już w 2011 r. naukowcy alarmowali, iż sztuczna regulacja CO2 jest bardzo kosztownym oraz antygospodarczym działaniem ograniczającym zastosowanie tańszych technologii i może wywołać bardzo głęboki kryzys gospodarczy.

Obecnie całkowite zużycie energii na świecie nadal opiera się w około 85% na węglowodorach i o ile światowa gospodarka nie zostanie całkowicie załamana przez slogan „zerowego zużycia węgla netto” lub nie nastąpi nagły przełom w przekształcaniu niekończącej się energii słonecznej poprzez fotosyntezę w energię, co robią rośliny, przetrwanie ludzkości zależy od węglowodorów jeszcze przez wiele lat.

Obserwowane w ostatnich latach anomalie pogodowe i powstające trąby powietrzne wynikają bardziej ze wzrostu urbanizacji i zabudowy terenów zielonych: betonem, asfaltem, szkłem, żelazem i innymi metalami. Pochłanianie energii słonecznej na terenach zurbanizowanych zamieniane jest we wzrost temperatury nagrzewanej materii. Na tych obszarach zwiększona absorpcja promieni słonecznych zamieniana jest w ciepło, które jest rzeczywistą przyczyną niezwykłości pogodowych.

Odpowiedź na pytanie, czy mamy do czynienia z ociepleniem klimatu, czy z oziębieniem, nie jest możliwa, gdyż wymaga dokładnej analizy dłuższego przedziału czasowego (100 – 1000 lat). Nikt tego jeszcze nie dokonał. Krótki okres pomiarowy nie daje pewnych podstaw to tworzenia w pełni wiarygodnych modeli zmian termicznych na powierzchni Ziemi. Wzrost średniej temperatury rocznej o pół stopnia Celsjusza w ostatniej dekadzie nie uprawnia do twierdzenia, że za 40 lat średnia roczna temperatura wzrośnie o dwa stopnie i nastąpi totalna zmiana klimatu.

Nie ma żadnego dowodu ani jakiejkolwiek przesłanki, że przyrost ilości CO2 powoduje ocieplenie klimatu. Wpływ wzrostu ilości dwutlenku węgla na ocieplenie klimatu jest zerowy. Natomiast obniżenie ilości dwutlenku węgla mogłoby zagrozić wzrostowi biosfery i życiu biologicznemu na Ziemi. Nie nadmiar tego gazu jest zagrożeniem, to jego brak może zmniejszyć przyrost biomasy i zahamować rozwój życia biologicznego. Życie człowieka bez przyrody ożywionej byłoby niemożliwe.

W jakim celu wprowadzać ogromnie kosztowne działania gospodarcze zmierzające do ograniczania emisji? Po pierwsze nie przyniosą one efektu w postaci zmniejszenia ilości dwutlenku węgla nawet o jedną dziesiątą procenta w atmosferze, po drugie niewielkie zmniejszenie będzie działaniem szkodliwym dla świata roślinnego.

W jakim więc celu wprowadza się bardzo kosztowny system gospodarczy ograniczający emisję dwutlenku węgla, gazu „życia” koniecznego przyrodzie?

Stępienie elementarnych i złożonych procesów poznawczych człowieka służy utwierdzaniu, że człowiek jest największym szkodnikiem na Ziemi. Dlatego w jej obronie najkorzystniejszym byłoby ograniczenie przyrostu naturalnego poprzez tzw. programy kontroli urodzeń.

Wielki Reset, Agenda 2030 ONZ i całkowicie cyfryzująca czwarta rewolucja przemysłowa to kolejne etapy realizacji kultu eugenicznego.

Autor: Małgorzata Chodkowska

Dodaj komentarz