O konieczności odpaństwowienia szkolnictwa. Jacek Woroniecki OP, „Państwo i szkoła. Rozprawa z etatyzmem kulturalnym”

Etatyzm to porewolucyjne przejmowanie wszystkich dziedzin życia przez państwo.

„Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” – kanclerz wielki koronny i hetman wielki koronny Rzeczypospolitej Obojga Narodów

Jacek Woroniecki OP, Państwo i szkoła. „Rozprawa z etatyzmem kulturalnym”

Etatyzm oznacza ingerencję państwa w różne dziedziny życia gospodarczego, społecznego, kulturalnego, w życie samorządów, stowarzyszeń, małych grup i jednostek i przejęcie odpowiedzialności za wiele sfer aktywności społecznej. W znaczeniu gospodarczym etatyzm jest odmianą interwencjonizmu państwowego i oznacza przejmowanie przez państwo funkcji podmiotu gospodarczego — państwo jest inwestorem, pracodawcą, producentem, nabywcą i sprzedawcą określonych surowców, półproduktów, wyrobów gotowych, usług i technologii, eksporterem i importerem, kredytodawcą lub pożyczkobiorcą, organizatorem procesów gospodarczych, zarządcą, dysponentem i właścicielem przedsiębiorstw.

Etatyzm, jak wskazuje ojciec Jacek Woroniecki, zrodził się wskutek rozbicia tradycyjnego społeczeństwa przez rewolucję we Francji. Dąży on do tego, by „jak najwięcej funkcji społecznych powierzać państwu i jego organom”, czego „krańcowym wyrazem stały się ustroje totalitarne ostatniej doby”.

W porewolucyjnej Europie etatyzm opanował sferę kultury o wiele szybciej niż życie gospodarcze. Jak pisze o. Woroniecki: „Z chwilą gdy pierwiastek demokratyczny doszedł do głosu, nader ważnym stało się uzyskać wpływ na opinię publiczną i to na dalszą metę, co wymagało owładnięcia i szkolnictwa. Toteż na tym centralnym odcinku frontu kulturalnego, jakim jest szkoła, zakusy etatyzmu wnet się zaczęły objawiać, gdyż chodzi o formowanie myślenia na długie lata, o swego rodzaju inżynierię społeczną.”

Natomiast prawdziwym zadaniem państwa jest – w największym skrócie – dbanie o pomyślność obywateli, zarówno materialną, jak i moralną (już Arystoteles twierdził, że zadaniem państwa jest stworzenie okazji do cnotliwego życia), przy jednoczesnym nierozszerzaniu władzy państwowej „ponad właściwą miarę”.

Do prerogatyw państwa katolickiego należy nie tylko porządek prawny (ordo iustitiae, czyli porządek publiczny, wymiar sprawiedliwości, obrona kraju, dyplomacja i finanse), ale również porządek miłości (ordo caritatis, czyli między innymi wychowanie).

Jednakże dbanie o ten porządek nie może oznaczać tego, co określa się „przeregulowaniem” czy też po prostu interwencjonizmem państwowym, a co o. Woroniecki nazywa „skostniałą biurokracją”.

Szkoła – choć prowadzi wychowanie patriotyczne – „w swym istotnym założeniu nie jest emanacją państwa, ale emanacją rodziny”. Stąd wynika, że konstytucyjna wolność nauczania powinna obwarowywać prawo rodziców do decydowania o ideowych założeniach edukacji. Szkoła przekazuje kulturę narodową, a „ogólna kultura umysłowa społeczeństwa” – czytamy – „jest w naszych czasach zbyt doniosłą sprawą, aby państwo miało się o nią troszczyć”, tym bardziej, że państwo, jak w innym miejscu dowodzi autor, nigdy nie dorówna obywatelom w prowadzeniu przedsiębiorstwa czy organizowaniu jakiejkolwiek oddolnej komórki porządkującej szczegółowe sprawy społeczne. „Trzeba więc mocno stać na stanowisku, że szkolnictwo nie należy bynajmniej do właściwych zadań państwa”, lecz może ono jedynie tymczasowo angażować się w jego koordynację, gdy społeczeństwo samo sobie z tym nie radzi.

Ustrój, w którym rola rodziców ogranicza się do płodzenia i rodzenia dzieci (i to drugie również na warunkach dyktowanych przez władzę), a następnie wychowanie przejmuje państwo – począwszy od publicznego żłobka, poprzez przedszkole, aż do szkół różnych szczebli i specjalizacji – o. Woroniecki nazywa wprost totalitarnym. Nawet w ZSRR nie udało się czegoś podobnego w pełni wprowadzić. Ojciec Woroniecki przypomina także odpowiedź papieża Ojca Świętego Piusa XI na faszystowskie zakusy Mussoliniego, który chciał, by państwo i partia zdominowały wychowanie młodzieży. Papież, powołując się między innymi na swojego poprzednika Leona XIII, przypominał o podziale obowiązków pomiędzy rodzinę, Kościół i państwo, wskazując na nadrzędną rolę tej pierwszej.

Ojciec Jacek Woroniecki uważa, że zadaniem rządu jest „uspołecznienie szkolnictwa poprzez odbieranie jego poszczególnych działów z rąk państwa”. Gdyby było w tym celu powołane oddzielne ministerstwo, to „jego naczelnik nie powinien być członkiem rządu, ponieważ państwo nie rozciąga jako takiej władzy nad tym, jak społeczeństwo organizuje swoje szkoły, powinien być wolny od bieżącej polityki, a jego rola ma być tymczasowa i prowadzić do przywrócenia naturalnego porządku, jakim jest organiczny, oddolny model szkolny”.

Nauka o wychowaniu społecznym człowieka ojca Jacka Woronieckiego miała doniosłe znaczenie dla polskiej pedagogiki okresu II Rzeczypospolitej, kiedy to jego dzieła i poglądy były powszechnie znane i omawiane. Ich autor brał czynny udział w ich propagowaniu, wygłaszając liczne wykłady naukowe i popularnonaukowe, rekolekcje i pogadanki dla młodzieży. Spotkały się one z bardzo życzliwym przyjęciem w polskim społeczeństwie, które po długim okresie niewoli narodowej budowało na nowo podstawy organizacyjne i ideowe polskiej oświaty. Książka została napisana w 1943 r., kiedy spodziewano się rychłego końca wojny i odrodzenia się Polski. Autor postanowił zatem zaproponować nowe, choć stare, zasady funkcjonowania polskiego szkolnictwa.

Niestety, po drugiej wojnie światowej jego nauczanie było i jest ignorowane i świadomie przemilczane.

Mimo podejmowanych licznych prób reformatorskich, model szkolnictwa istnieje w Polsce w niezmienionej formie od dziesięcioleci. Wprawdzie jest spora ilość szkół prywatnych wszystkich szczebli, ale większość z nich nie wyłamuje się spod sztywnych ram programowych narzuconych przez ministerstwo. Finansowane częściowo przez władzę, uwikłane w zależności ekonomiczno-formalne, poddają się jej nadzorowi.

Dzisiejszy systemem szkolnictwa jest zarządzany centralnie i tworzony odgórnie (a nie organicznie) przez władze polityczne, zaś rodzice nie mają zasadniczego wpływu na jego funkcjonowanie. Jak dowodzi o. Woroniecki, powinno być wręcz przeciwnie, a szkoła prywatna (którą nazywa też społeczną) ma wyższość, ponieważ odpowiada swojemu naturalnemu przeznaczeniu w planie Bożym, w którym to ludzie sami ponoszą odpowiedzialność za kształtowanie wartości duchowych i intelektualnych, a państwo wyznacza jedynie ogólne ramy dobra wspólnego.

Proponowana przez ojca Jacka Woronieckiego wizja szkolnictwa niezupełnie odpowiada tendencjom w czasach nam współczesnych.

Rządzącym trudno jest dziś zdefiniować dobro wspólne, zaniedbali swoje uprawnienia pozytywnego wychowywania do życia w cnotach i obowiązek prawnej ochrony fundamentalnych wartości.

Zatem, nie oglądając się na rządzących naszym krajem, Polacy powinni wziąć sprawy w swoje ręce.

Autor: Małgorzata Chodkowska

Dodaj komentarz