Prof. Ryszard Zajączkowski: O polityce inaczej

Tegoroczne wybory rozpaliły niekiedy dyskusje o polityce, jednak rzadko pojawia się w nich właściwe rozumienie tego pojęcia. Wypada więc zacząć pod podstawowych ustaleń.

W polityce powinno chodzić przede wszystkim o dobro wspólne. Czym zatem jest dobro wspólne? Po pierwsze trzeba je odróżnić od wspólnego dobra. Wspólne dobro to tyle, co wspólny cel działania, taki sam dla wszystkich. Dobro wspólne jest natomiast wyrażeniem idiomatycznym, którego znaczenie nie jest prostą sumą znaczeń terminów składowych. Najkrócej mówiąc jest to takie dobro, które jest rzeczywistym dobrem całej społeczności i zarazem każdego człowieka w niej żyjącego. Dobro wspólne to takie, które wszyscy posiadają i pomnażają. Dla każdego człowieka rzeczywistym dobrem jest coraz pełniejsza aktualizacja możliwości: rozwój intelektualny, moralny, twórczy, duchowy. Dobra wspólnego nie można rozumieć przeciw człowiekowi czy też w oderwaniu od człowieka. Troska o dobro wspólne nie wskazuje na jakiś konkretny system społeczny i polityczny. Każdy ustrój jest dobry, jeśli dobrze służy realizowaniu się dobra wspólnego.

Realizacja dobra osobowego – które jest zarazem dobrem wspólnym – nie jest możliwa bez materialnych i duchowych środków koniecznych dla życia biologicznego i prawidłowego rozwoju psychicznego człowieka. Należą do nich mieszkania, środki energetyczne, komunikacja, szkoły, szpitale, teatry itd. W ten sposób ekonomia i polityka mają istotny wpływ (od strony środków) na spełnienie się człowieka. Ekonomia i polityka mogą stanowić niezbędną pomoc ku temu, ale też mogą przeszkadzać, kiedy nie są właściwie ukształtowane. Rozdział środków materialnych zwykle rodzi nieporozumienia, a nawet konflikty społeczne. W tym właśnie miejscu leży bardzo poważna trudność, którą starają się rozwikłać różne systemy społeczno-ekonomiczne. Ich propozycje mogą być odmienne, nie można jednak nigdy kwestii ustroju oraz rozdziału dóbr materialnych (jako środków organizujących osiągnięcie wspólnego dobra) wyjąć z porządku moralnego i uczynić jedynie dziedziną jakiejś ,,sztuki” rządzenia, oderwanej od moralności i niepodlegającej ocenom moralnym. Od oceny moralnej działań politycznych jest choćby Kościół (inna sprawa czy odpowiednio i zawsze to robi).

Polityce, która nie jest rozumiana jako roztropna troska o dobro wspólne, grozi ideologizacja, która otwiera drogę do totalitaryzmu. Mamy wówczas aprioryczną inżynierię społeczną, a więc albo sztukę zarządzania państwem według założonej idei państwa (komunizm, faszyzm, nazizm, globalizm) albo sztukę zdobywania i utrzymania władzy (liberalizm). Nieszczęściem współczesnej polityki jest to, że zawłaszczyły ją wyalienowane instytucje czy ich suma rozumiana jako państwo, za którym stoją często partie. Z powodu utożsamienia polityki z partyjniactwem pojawia się u wielu osób niechęć do wszelkiego działania politycznego a nawet zwykłego zainteresowania polityką. Z drugiej strony polityka jest ludziom obrzydzana przez tych, którzy chcą ją zawłaszczyć i na niej bogacić się kosztem innych.

Co zatem robić? Po pierwsze istotne jest pielęgnowanie prawdy o sytuacji, o działaniach rządzących oraz ich decyzjach. Potrzebna jest edukacja społeczna (polityczna). Poznanie prawdy i wartości stanowi podstawową zasadę porządku politycznego. Jest to zadanie niełatwe. Stąd nagląca potrzeba szeroko pojętej i stale podejmowanej edukacji odbywającej się w każdy możliwy sposób, bo drogi docierania do potencjalnych odbiorów są bardzo zróżnicowane. Dla jednych będzie to wykład, dla innych artykuł bądź książka, dla jeszcze innych post w internecie bądź osobista rozmowa. Zapewne wielu ludzi jest pozostanie zamkniętych na prawdę i krytyczny osąd rzeczywistości na skutek utrwalonych w nich stereotypów, przyzwyczajeń, złej woli czy też nasilonej propagandy płynącej nawet ze źródeł pozornie bardzo wiarygodnych. Nie trzeba jednak tym się zrażać. Warto pamiętać, że sami też możemy się mylić. Zniekształcenie świadomości jest trudne do uleczenia. Na dłuższą metę nie ma jednak ucieczki od prawdy. „Jeśli bowiem nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” (Jan Paweł II, Redemptor hominis, nr 17)

Drugie zadanie to przestrzeganie prawa naturalnego, ponieważ każda decyzja o tyle jest dobra, o ile człowiek rozumie, że jej przedmiotem jest dobro, które ma pełnić. Wrażliwość na prawo naturalne znajduje wyraz w imperatywie rozumu praktycznego: ,,Dobro należy czynić, a zła należy unikać”. Prawo stanowione, jeśli zmusza człowieka do postępowania wbrew podstawowym inklinacjom jego natury, jest pseudoprawem, a raczej nadużyciem władzy w imię pseudoprawa, nakazem, który nie może wiązać człowieka ,,od wewnątrz”, w sumieniu, jakkolwiek niekiedy człowiek jest zmuszony takiego nakazu pozornie słuchać (np. dla zachowania życia własnego lub osób drugich). Niesprawiedliwe natomiast są te wszystkie prawa, które nie są zgodne z dobrem ludzkim czy to z racji celu, gdy ustanawianie prawa nie przyczynia się do dobra wspólnego, czy to z racji samego prawodawcy, ustanawiającego np. takie prawa, których wydanie nie leży w jego mocy, które przekraczają jego kompetencję ustawodawczą, czy to wreszcie z racji formy, gdy niesprawiedliwie rozkładają ciężary obowiązków społecznych.

Po trzecie istotne jest tworzenie rozmaitych pośrednich instytucji społecznych, które są wyrazem wzmocnienia społeczeństwa obywatelskiego. Chodzi o obywatelską aktywność i samoorganizację. Składa się na nie sieć dobrowolnych ruchów, stowarzyszeń bądź ugrupowań, które mają zdolność do współpracy, samoorganizacji, samopomocy, troski i swobodnego działania na rzecz dobra wspólnego. Jest to formacja niezależna wobec państwa, tworzona przez jednostki podzielające podobny system norm i wartości, których podstawą działania są solidarność, zaufanie, kooperacja, dialog, konsensus. Społeczeństwo obywatelskie ma zrównoważyć władzę państwową, pozwalając jednocześnie obywatelom wyrażać swoje interesy i potrzeby. W przypadku społeczności antycznych były to naturalne relacje zawiązujące się między członkami wspólnoty w stosunku do wspólnego dobra. Instytucje czy – jak mówiono w starożytności – godności (urzędy) były rozumiane jako specyficzne formy aktywności zwykłych obywateli, które zasadniczo każdy mógł, a nawet powinien spełniać. Zinstytucjonalizowanie tych funkcji, swego rodzaju ich uzawodowienie czy specjalizacja były wynikiem późniejszych sposobów funkcjonowania społeczności. Jeśli naród nie jest odpowiednio zorganizowany w swym życiu wspólnotowym i swe działania powierzył instytucjom, które nie działają lub działają wręcz na jego szkodę, to trzeba bić na alarm. Podjęcie osobistej odpowiedzialności za życie społeczne jest ważne zwłaszcza na poziomie lokalnym. W dobie bezprecedensowego i przestępczego ataku globalnych struktur, które gotowe są użyć nawet głodu jako środka nacisku, trzeba postawić na oddolne organizowanie się, wyłanianie lokalnych merytorycznych liderów, poszukiwanie możliwości współpracy, samopomocy i niekonwencjonalnych rozwiązań. W małych, kilkuset osobowych grupach musi odradzać się demokracja w oparciu o realne a nie tabliodalne schematy (według których rządzić mają ci, których częściej pokazują w TV , na bilbordach etc.). Tu muszą kształtować się przekazy informacyjne, więzi gospodarcze i naciski polityczne.

Po czwarte (na co rzadko zwraca się uwagę) z polityką powinna wiązać się też zdrowa duchowość. Nie podejmuję się teraz wyjaśniać czym ona jest. Wyjdę za to od innego pojęcia, które wszystkim jest bliskie: chodzi o lęk. Jest on częścią natury człowieka. Od jego poziomu zależy reakcja na daną sytuację. Lęk paraliżuje, ale może też być pokonany. Wówczas ludzie wyrastają na bohaterów i mogą cieszyć się życiem. Można kontrolować swój lęk, a dzięki temu stać się wolnym. O wolność wynikającą z prawdy chodzi właśnie w zdrowej duchowości. Jeśli człowiek pozostaje w niewoli swoich lęków, schematów i uprzedzeń nie jest wolny. Ludzie mają różny stosunek do religii, wiary, duchowości etc. Wynika to z wychowania jakie otrzymali, ze środowiska w jakim wzrastali i ze wszystkiego, co ich ukształtowało. Niełatwo to zmienić. Chodzi przede wszystkim o to, aby zachęcić ludzi do stawiania pytań i szukania najgłębszych odpowiedzi. Każdy bowiem można starać się maksymalnie poszerzyć granice swego myślenia, wyjść poza ciasny horyzont medyczny, ekonomiczny czy polityczny. Kto pragnie odnaleźć światło dla swego życia ( a więc też wyborów politycznych) musi uznać ubóstwo i niedostatek swej wiedzy. Każda śmiała myśl ludzka ma w sobie coś z ,,wyjścia” w nieznane. Niektórzy pytają: dlaczego Bóg dopuścił obecną sytuację? Co może się teraz wydarzyć ? Co robić i na co stawić w tym splątanym świecie? Czy modlitwa, zmiana postępowania na coś się przyda? Stajemy nagle wobec Tajemnicy, która przerasta naszą wiedzę i pojmowanie. Nie ma prostych odpowiedzi na wszystkie pytania. Każdą sytuację można jednak odczytywać jako znak, wezwanie, słowo skierowane do mnie w nadziei, że udzielę wielkodusznej odpowiedzi. Zawsze poświęcenie się prawdziwemu dobru jest drogą do autentyzmu życia, odrodzenia i urzeczywistnienia samego siebie. Nie trzeba być wierzącym, poszukującym etc., żeby zrewidować swoje dotychczasowe życie, a przynajmniej zapytać: Co powinienem teraz robić? Czy widzę dla siebie jakieś szczególne zadanie, obowiązek, niezbywalną wartość? Stawiając takie pytania i szukając na nie odpowiedzi, niektórzy (ku swemu wielkiemu zaskoczeniu!) doszli do głębokiej wiary w Boga, a przynajmniej odkryli w życiu wielkie pokłady radości, zaufania i siły ducha. Bez pogłębienia w sobie wymiaru duchowego nie damy rady w zderzeniu z sytuacjami, które napełniają nas lękiem. W Liście do Hebrajczyków czytamy, że ludzie „przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli” (Hbr 2.15). Śmierć oznacza stale rysujące się na horyzoncie życia niebezpieczeństwo niepowodzenia i klęski. Dlatego rodzi ona w człowieku lęk, poszukiwanie naturalnych zabezpieczeń i ucieczkę w egoizm. Ten zaś jest zawsze oznaką braku głębi i wyrazistej osobowości, swego rodzaju profanacją tajemnicy człowieczeństwa, utratą własnego ludzkiego oblicza. Jednak w świetle chrześcijańskiej Dobrej Nowiny śmierć jawi się jako papierowy tygrys. Dobra Nowina, że nie umieramy, znaczy, że możemy wchodzić w sytuacje groźne, niepewne i ryzykowne, a jednak wychodzić z nich zwycięsko; z większą siłą, odwagą i wolnością, nadzieją… . Pielęgnowanie tego tajemniczego wymiaru życia potrzebne jest też bardzo tam, gdy zabiegamy o zdrowy interes polityczny – o dobro wspólne.

Autor: Prof. Ryszard Zajączkowski
[Tekst wcześniej opublikowany w magazynie „Najwyższy Czas”]

Dodaj komentarz