Z życia gazeciarza lokalnego…

Podsumowanie drugiego miesiąca przygotowywania lokalnej gazety Region Lubelski na teren powiatu opolskiego oraz kolejnego dnia kolportażu – 2-giego już numeru.

A więc, podsumowując:
Wszelkiego rodzaju markety wielko-sieciowe, mimo, że tak skore określać się od czasu do czasu jako „Polskie & lokalne” (te Biedroneczki, Stokroteczki), czasami łaso wchodzące w przestrzeń lokalną z akcjami, którymi promują swoją „przyjacielką” obecność, o czym za chwilę, ale też te pop-Dinusie wyrastające w okolicy jak grzyby po deszczu, a także oczywiście pop-Lidle i inne temu podobne, absolutnie nie dają nawet skrawka przestrzeni na bezpłatną lokalną gazetkę. Może dlatego, że bezpłatna, więc po co im toto, jak nie da się na tym nic zarobić? Celowo to chciałem sprawdzić i potwierdzić …i się potwierdziło. Tu nie ma miejsca na takie pisemka, miejscowych gawędziarzy.
Natomiast, co ciekawe, lokalni przedsiębiorcy, sklepy, te małe a nawet te większe, są otwarte na taki drukowany projekt, mający w idei promowanie lokalnej marki i pro-lokalnych inicjatyw.

W wielkich sieciach nawet nie pytano, a po co?, a na co?, a co to za gazeta?, a załatwiano to krótko i zdawkowo – nie nada! I adios.
Absolutnie nie zdziwiło mnie to, ponieważ:
– nie znajdziecie tam lokalnego rzemiosła, wyrobów i innej produkcji,
– nie znajdziecie tam nawet lokalnych produktów rolniczych,
– nie znajdziecie tam miejsca na usługi lokalne,
– jeżeli już coś takiego niby znajdziecie, to producent aby tam się dostać, musi raczej pogorszyć jakość swojego produktu – będzie gorszy, niż przed ekspansją na półki wielko-sieciowe… życie ..i kalkulacja,
– znajdziecie tam wielki koszyk, biegającą obsługę z radiotelefonami, coraz częściej kasy samoobsługowe mówiące robocim głosem, no i dużo miejsca, parking, zachodni stajl i wygodę. Takie korzyści, a cena – w wymiarze miejscowego potencjału gospodarczego – to często być albo nie być, dla wielu lokalsów prowadzących działalność gospodarczą – cena to potężna.
Takie biznesy, wielkie korpo, siłą rzeczy nigdy nie staną się szczerze lokalnymi, bo nie takie jest ich założenie. Tu ma być przede wszystkim zysk, a jak już trzeba odegrać lokalność – to gra pozorami, a przy okazji i na tym można też zrobić super-market-zyski.
Obawiam się, że ich hasła o zdrowiu zaklętym w ich produktach, i jakieś tam eko-śmeko, są taką samą fikcją jak ta ich akcjowa „troska” o sprawy miejscowej społeczności. Pic na wodę. Co najwyżej zmontują czasem jakąś akcję propagandową, wrzucanie żetonów, którymi sobie zrobią nic innego jak auto-promocję. Żetony na taką pop-akcję trzeba odebrać po przejściu przez gąszcz półek z towarami, po opłaceniu zakupów przy kasie i dopiero wrzucić przy wyjściu… Proste i skuteczne. Market jak marketing.
Więcej na ten temat w kolejnym numerze Region Lubelski – Powiat Opolski – informacje i reklama. Artykuł będzie solą w oku tych obcych kapitałów, które wylobbowały i nadal lobbują sobie poważne przywileje u rządzących, tak jak solą w oku dla nich są małe i średnie sklepy i lokalna przedsiębiorczość.
Mam nadzieję, że czas na wybudzenie się z tego szkodliwego letargu jest już niedaleki. Zanim obce kapitały rozprawią się na amen z naszym polskim potencjałem gospodarczym.
Autor: Paweł Januszek

Dodaj komentarz